I tydzień WP - Sobota

sobota, 27 luty 2021

Dziś Jahwe, twój Bóg, nakazuje Ci wypełnić ustawy i przepisy (Pwt 26,16).

Mojżesz przywołuje w swym słowie podstawowy temat i motyw jaki Księga Powtórzonego Prawa ciągle przywołuje: miłość, która skłoniła Boga do zawarcia przymierza z dwunastoma pokoleniami Jakuba, w wyniku czego zobowiązał się On do bycia Bogiem Izraela pod warunkiem, że Izrael zobowiąże się być ludem Jahwe ze wszystkimi jego konsekwencjami. Wezwanie to przypomina, że przymierze ma duchowy i bezinteresowny charakter i jest wieczne. Bóg, z natury dotrzymujący słowa zapewnia Lud o swej wierności, która nie ma końca. Gdyż to on jest tym, który jako pierwszy ich wybrał, zabiegając w ten sposób o ich pełne przylgnięcie do Niego. I mimo ciągłej niewierności Izraela, Bóg doprowadzi swój plan do szczęśliwego końca. Bóg godzi się na niewierności bo zna ludzką kondycję i musi uszanować słabość człowieka, a w ten sposób pozostawić mu wolny wybór i czekać na decyzje człowieka. W przymierzu Bóg, mimo, że niczego nie potrzebuje do szczęścia, bo jest największym szczęściem i najwierniejszą i najczystszą miłością Sam w Sobie, gdyż jest doskonałą wspólnotą nieskończenie kochających się Osób Boskich, to jednak robi wszystko, żeby mieć nas na własność i właśnie na tym Mu bardzo zależy. Czas Wielkiego Postu ma nam znów uświadomić, że tęsknota Boga za nami jest nieskończona, ciągle odnawiana w kolejnych przymierzach. Wyobraźmy więc sobie, że w tym szczególnym czasie jaki przezywamy, całe niebo nam kibicuje. W naszych zmaganiach o nawrócenie i naprawienie naszego życia Bóg najbardziej nas wspomaga. On ciągle stoi po naszej stronie i robi wszystko co się da - a On naprawdę może wszystko, co się da - żebyśmy tę walkę wygrali, bo kiedy wygrywamy znów nas zyskuje. Abyśmy tę boską miarę osiągnęli musimy się wspiąć wyżej niż to było praktykowane w Starym Testamencie. Musimy się upodabniać do samego Boga, miłując każdego - inaczej nieprzyjaciela i wroga, inaczej bliskich - ale zawsze mając otwarte serca na wszystkich. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za NAGRODĘ mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? (Mt 5,46) - mówi dziś Jezus. Greckie słowo „misthos” oznacza „zapłatę, żołd, nagrodę”. To nie jest łaska, litość, ale wynagrodzenie człowiekowi za to, co robił, nad czym się natrudził. Jeśli Jezus, mówiąc o miłości nieprzyjaciół, używa słowa „misthos”, to wie, że taka miłość jest harówą, jak ciężka praca, jest często ryzykiem, jak żołnierski atak w boju. Ale też chce nas przekonać, że nie wzywa nas do trudu bezinteresownego, do pracy, która się nie opłaci. Ewangelia bowiem nie zna słowa bezinteresowność. Zna za to słowo „stokrotnie”. Dopóki nie uwierzymy, że życie słowem Jezusa jest najlepszą inwestycją, zmarnujemy darowany nam czas i okazje do czynienia dobra i naprawy świata w nas i wokół nas. Nie marnujmy życia, żywiąc go tym co niepewne i wystrzegajmy się niewiary w opłacalność życia Ewangelią.