Wtorek - III Tydzień Adwentu

wtorek, 16 Grudzień 2025

Sofoniasz („Jahwe obroni”) działał w pierwszym okresie panowania Jozjasza, przed reformą religijną w 622 r. p.n.e. na terenie państwa judzkiego. Piętnował niesprawiedliwość i synkretyzm religijny swego narodu wzorowany na bałwochwalstwie asyryjskim i zapowiadał karę – inwazję nieprzyjacielską (inwazja Scytów). Napominał społeczność judzką do uczciwego trybu życia, wzywał do opamiętania. Zapowiadał nadejście „dnia Jahwe” rozumianego jako sąd Boży.  Ten Boży sąd nie jest jednak starotestamentalną wersją Sądu Ostatecznego. Ten „dzień” to jest moment, w którym dokonuje się coś bardzo istotnego. I nawet nie jest ważne kiedy on się dokonuje, ale o co w nim chodzi. Człowiek (ludzie, „miasto”) odwrócił się od Boga i wszedł w rzeczywistość, która go niszczy i wykrzywia percepcję Boga. Ludzie giną nie z rąk Boga, ale przez swoje własne złe postępowanie. Pan Bóg nie zgadza się, byśmy postępowali niegodziwie. Bóg, który wymyślił człowieka, który go kocha i bardzo mu na nim zależy zapowiada odsłonięcie swojej rzeczywistości tak, by każdy mógł zrozumieć i zobaczyć jaki On jest. Widzimy jaka jest odpowiedź Boga na odwrócenie się od Niego Jego ukochanego ludu. Ogień Jego żarliwej miłości oczyści wszystko. Otworzy człowiekowi oczy na dobroć i ogromną miłość, która nie zamierza niszczyć, ale staje w jego obronie. Usunie wszystkie nieprawości, chce ocalić, ochronić i nie zgadza się, by ktokolwiek zginął. Sofoniasz zapowiada powszechny zwrot ludzkości w kierunku Boga. Wielka i piękna jest ta wizja.  A my możemy wyciągnąć dla siebie wniosek, że nie musimy uciekać przed Bogiem, bo to właśnie On jest jedyną osłoną przed złem w nas i wokół nas.

Psalm 34 podpowiada nam co zrobić kiedy jesteśmy niezrozumiani i odrzuceni przez otoczenie, uznani za szaleńców, choć autentycznie pragniemy czynić i czynimy dobro. W takiej sytuacji wszystkiego szukajmy  u Boga. Pytajmy Jego, a nie innych ludzi czy nawet samych siebie o to, co czynić i prośmy o rozeznanie ile w słowach krytyki wobec nas jest prawdy, a ile złości i fałszywych oskarżeń ze strony innych. Tylko Bóg może nas uczynić wolnymi wobec wewnętrznych i zewnętrznych wrogów. Sam Jezus był uważany przez swoich rodaków za szaleńca, odrzucony, niezrozumiany, zabity… „On słyszy wołających o pomoc i uwolni ich od wszystkich ucisków”. On nas rozumie i idzie z nami.

Poprzedni fragment Ewangelii wg św. Mateusza zakończył się wymijającą odpowiedzią władz świątynnych na pytanie Jezusa: „Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?”(w.25), ale Pan nie zostawił ich w spokoju. Opowiedział przypowieść, która zdemaskowała odrzucenie przez nich Jana. Jezus przywołał znany ze ST obraz winnicy jako symbol Izraela. Pierwszy syn zwrócił się do ojca z szacunkiem, jednak nie spełnił jego woli. Drugi syn powiedział ojcu, że nie chce mu się pracować w winnicy (był to karygodny akt braku szacunku), „później jednak opamiętał się i poszedł”(w.30). I to ten drugi spełnił wolę ojca – nawet arcykapłani i starsi to zauważyli. Szokujące zapewne były dla nich słowa Jezusa, że ci, którzy są na dnie społeczno-religijnej struktury, wyłączeni z przymierza z Bogiem, na których patrzono z pogardą, wejdą do królestwa niebieskiego pierwsi. Ci nawróceni grzesznicy byli jak drugi syn z przypowieści – początkowo zbuntowani, zmienili swoje postępowanie po usłyszeniu słów Jana Chrzciciela. Arcykapłani i starsi, przyjąwszy swoje urzędy, zobowiązali się, że będą wypełniać wolę Boga, czego jednak nie robili, a gdy Bóg wysłał im swego proroka, nie uwierzyli mu. Byli jak pierwszy syn z przypowieści Jezusa. Musieli zrozumieć, że te słowa Jezusa są skierowane do nich i odczytali je jako obraźliwe, choć Panu zależało na tym, żeby przejrzeli i nawrócili się. Czy potrafimy krytykę skierowaną do nas wykorzystać do głębszej analizy motywacji naszego postępowania?