Piątek, VI tydzień wielkanocny

piątek, 15 Maj 2026

Lęk… Mamy takie wyobrażenie, że święci to zupełnie inni ludzie, zdecydowani, wolni od jakichkolwiek bojaźni, herosi. Dzisiejsze czytanie ukazuje coś innego, niezgodnego z tym wyobrażeniem, bojaźń św. Pawła, która mu zostaje wytknięta w widzeniu przez samego Jezusa. Przebywając w Koryncie – mieście wrogim i zepsutym, mieście grzechu, apostoł czuł realne zagrożenie i własne osamotnienie. Jego lęk nie był efektem braku wiary, lecz zwykłą ludzką reakcją na czyhające niebezpieczeństwo. Z reguły, gdy się boimy wyśmiania, czy też odrzucenia, zwłaszcza z powodu naszej wiary, to lęk objawia się milczeniem. To swoista strategia, pod którą kryje się strach, który oblekamy słowem „tolerancja”. A Jezus mówi: „… przemawiaj i nie milcz…”. To wezwanie kierowane do każdego z nas, o odwagę głoszenia prawdy. Uczeń Jezusa nie może milczeć w obliczu wszechogarniającego zła. Mamy swoje „Korynty”. Boimy się przyznać do wartości chrześcijańskich, obawiając się wykluczenia lub wyśmiania w rodzinie, w pracy, w towarzystwie. Wiara nie jest dziś na topie; wygrywają media społecznościowe i rolki. Po co Bóg i Kościół? Po co jakieś katolickie zasady? Usłysz te słowa, które dotarły do św. Pawła i nie milcz. Nie musisz być oratorem, ale bądź osobistym przykładem tego, że Bóg istnieje i jest z Tobą.

Zrozumienie motywu dziedzictwa, o którym wspomina Psalm 47, może skutkować całkowitą zmianą naszej relacji z Bogiem. Funkcjonujemy w świecie transakcji: „coś za coś”. Tę zasadę przenosimy także na grunt Kościoła, traktując modlitwę i wszelkie nasze uczynki, jako środki pieniężne, za które zafundujemy sobie zbawienie. Czy tak musimy postępować, skoro Bóg obiecuje nam dziedzictwo? Przewartościujmy to trochę, bo dziedzictwa się nie da kupić. Je się otrzymuje, a wynika to z faktu przynależności do rodziny. Bóg traktuje nas jako swoją rodzinę, swoje dzieci, owoce Jego miłości. Co ważne – On wie także, jakiego dziedzictwa my faktycznie potrzebujemy.

Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił” – to zdanie wypowiedziane w Wieczerniku przez Jezusa ukazuje dwa odmienne podejścia do Jego przyszłej męki. Płacz uczniów to wyraz nie tylko bólu po stracie, jakiej doznają, ale także poczucie poniesionej klęski. Pozostawili dla Niego wszystko: rodziny i majątki, a tu taka wielka porażka, upokorzenie i śmierć. Ten płacz to niewątpliwie znak miłości, ale także, a może przede wszystkim, wyraz bezsilności. Z drugiej strony świat się weseli, bo pozbył się tego, który ukazywał jego obłudę. To radość triumfującej pychy. Jezus wskazując na ten dysonans poznawczy, chce uprzedzić uczniów o trudnym doświadczeniu, z którym przyjdzie im się zmierzyć. Nie tylko boli sama strata ukochanej osoby, ale i to, że dla wielu innych ludzi nic to faktycznie nie zmienia. Kiedy uczniowie będą przeżywać bardzo trudne chwile, ukrywając się przed aresztowaniem i niechybną śmiercią, inni będą świętować Paschę. Jezus uprzedza ten moment i przygotowuje uczniów na ten trudny czas – na moment osamotnienia w ich cierpieniu. Przytoczone na wstępie zdanie ma także głębszy sens, dalece wykraczający poza okres ostatnich dni Jezusa. Ta ponadczasowość dotyka postaw i kondycji chrześcijan w różnych okresach historii. Wierność Ewangelii, wierność Jezusowi to bardzo często kurs naprzeciw obowiązującym trendom. Gdy upadają chrześcijańskie wartości, „świat” się weseli i traktuje to jako postęp i nowoczesność. A my? My zostaliśmy ostrzeżeni przez Jezusa, że podążając za nim, nie uzyskamy tu i teraz aplauzu tłumów. Czasem będziemy zmuszeni patrzeć, ze łzami w oczach, jak inni się weselą, bo zlekceważyli to, co święte.