Sobota – Uroczystość Św. Andrzeja Boboli
sobota, 16 Maj 2026
W dzisiejszym I. czytaniu św. Jan podsuwa nam receptę na zwycięstwo nad własnymi słabościami, lękami i kryzysami. Przechodzimy ich wiele, czasem nie zdając sobie sprawy jakie wielkie spustoszenie one czynią w naszym życiu, a w szczególności w naszych rodzinach. Alkoholizm, narkomania, uzależnienia seksualne, czy to co obecnie przebija się najbardziej – uzależnienie od środków komunikacji elektronicznej, a także lęki o przyszłość, pracę i pozycję społeczną. Zmagamy się i nie wiemy, jak walczyć. Militarnie zwycięża ten, kto najlepiej w danej sytuacji taktycznej włada bronią, ale ta analogia nie ma tu zastosowania. Św. Jan ukazuje nam zupełnie inne fundamenty zwycięstwa, które odrzucają wojskową logikę siły: krew Baranka, słowo świadectwa, brak lęku o własne życie.
Zwyciężać krwią Baranka to tyle, co otworzyć się na miłosierdzie Boże. Nie zawsze jesteśmy w stanie samodzielnie poradzić sobie z otaczającym nas złem i własną pychą. Nasza siła tkwi w Eucharystii, to nasza tarcza. Słowo świadectwa wcale nie oznacza głoszenia kazań, to raczej postawa życia i przykład osobisty. Swoim życiem dajesz świadectwo chrześcijańskiej wiary, a przez to poszerzasz terytorium władzy Jezusa. Ostatni przedstawiony fundament wydaje się być nawoływaniem do męczeństwa, ale we współczesnym świecie możliwa jest też inna jego interpretacja. Brak lęku o własne życie może przejawiać się w tej wolności człowieka, która umie się skutecznie przeciwstawić własnym egoizmom, eliminując je z codzienności.
Zwykle szukamy Boga, gdy dopadnie nas jakiś kryzys. On zawsze czeka, choć nie raz wydaje się, że jest bardzo odległy. Psalm 34 mówi o każdym z nas. Oto każdy z nas staje się biedakiem, gdy nie potrafimy sobie poradzić z rodzinnym problemem, chorobą, kłopotami w pracy… Kiedy stajemy przed ścianą i nie wiemy co dalej uczynić, ratunkiem jest On; przynajmniej można spróbować pomodlić się – może wysłucha. Jednak Bóg, świadom naszych ułomności, nie nakazuje nam być herosami, nie każe również podejmować batalii każdego dnia i o wszystko. On wie, jacy jesteśmy niedoskonali. Czy chcemy jednak Mu zaufać? „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan”- tak oto psalmista nawołuje nas do obdarzenia Boga zaufaniem. On doświadczył już tej Boskiej niezawodności.
Życie zmusza nas ciągle do opowiadania się po jakiejś stronie. Mechanizm ten działa w różnych obszarach naszego życia, w tym także w Kościele. Koryntianie podobnie zderzyli się z tym problemem. Podzielili się, skupili wokół ulubionych apostołów i wywołali spór na kanwie wiary. A gdzie w tym wszystkim jest Jezus Chrystus? – pyta św. Paweł. Podziały, to konflikty rodzące się z pychy, bo chcemy mieć rację. Dzielimy Kościół i nasze wspólnoty, wyobrażamy sobie przy tym, że czynimy to w obronie wyższych celów, zupełnie zapominając, że chrześcijaństwo to „sztuka kochania”. To w miłości wszak zasadza się moc Krzyża.
Czytając dzisiejszą Ewangelię napotykamy fragment zdania: „…aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy.” Doskonale wiemy, jak trudna bywa jedność. Kłócimy się o błahostki, jesteśmy po różnych stronach barykady niemal w każdym temacie. Jedność mylnie utożsamiamy z byciem identycznym. Nasze wyobrażenie o jedności sprowadza się do tych samych poglądów i stylu życia. Niedościgniony wzorzec Trójcy Św. wskazuje coś innego: są odrębni, a jednocześnie stanowią jedność, której spoiwem jest miłość. Czy ludzie też tak mogą? Pytanie z gatunku retorycznych, gdy mówimy o sobie „dzieci Boże. Nie musimy zatracać indywidualności, by jedność stała się faktem. Wszelkie występujące różnice w ludzkich charakterach czy talentach, to wartość dodana każdej wspólnoty. To wielkie bogactwo budowane na różnorodności. Zazwyczaj jednak wszystko robimy odwrotnie. Przyczyna? Wprost banalna – chcemy, by wszystko kręciło się wokół nas. Taki grzech pychy, z którego biorą się podziały. Uznajemy, że mamy rację, a inni muszą się dopasować. Nie rozumiemy, że tak prosto wbijamy klin w jedność. A przecież można by inaczej, po Jezusowemu. Wystarczy stworzyć w sobie przestrzeń dla drugiego człowieka. Tak z miłości…