Wtorek - XIV Tydzień zwykły

wtorek, 7 Lipiec 2026

Ustrój starożytnego Izraela można określić jako „teokrację z charyzmatycznym przywództwem”. Naród nie ustanawiał praw, nie wybierał też przywódców, ani nie mieli oni prawa dziedziczenia tronu. Życie biegło według reguł objawionych Mojżeszowi na górze Synaj, a przywództwo nad całością było powierzane Bożym wybrańcom jak Gedeon czy Samuel.

Taka charyzmatyczna struktura nie jest jednak chyba łatwa do zaakceptowania, bo wymaga ciągłej otwartości wiary, a przecież człowiek bardziej niż żyć w niepewności wiary, woli oddać się prowizorycznej stabilizacji, jaką oferują struktury. W ten sposób pojawili się w Izraelu królowie. Decyzję o zmianie systemu z Boskiego na ludzki Pan Bóg skomentował w swoich słowach skierowanych do Samuela: „Nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą” (1 Sm 8, 7). W naszej codzienności również spotykamy się z sytuacjami niepewności jutrzejszego dnia, zagrożeniami poważnych konfliktów rodzinnych, czy nagłych chorób. Nie jest nam łatwo przechodzić przez takie chwile. Ale to właśnie wtedy jesteśmy wezwani do wiary w Boże prowadzenie i opiekę. I to właśnie wtedy nie bójmy się wierzyć!

Psalm responsoryjny przywołuje zjawisko bałwochwalstwa. Kiedy czytamy teksty o przypisywaniu drewnianym posążkom właściwości boskich, to na naszych ustach pojawia się uśmiech pobłażliwości. Jesteśmy raczej przekonani, że my popaść w tak prymitywne bałwochwalstwo nie jesteśmy w stanie. Ale przecież powinniśmy zdać sobie sprawę, że przecież nie tylko o martwe rzeźby tu chodzi, ale o wszystkie dobra ziemskie, które odciągają nas od transcendencji rzeczywistości Bożej. I tu otwiera się cały wachlarz możliwości. Bo przecież pod byle pretekstem pojawiają się w naszym życiu siły nie mające wiele wspólnego z zaufaniem do Boga: nasza samowystarczalność, rywalizacja o dobra materialne lub te związane z prestiżem lub emocjami. Przyjrzyjmy się, czy przypadkiem nie zazdrościmy komuś, czy nie pragniemy posiadać tego, co dla nas nieosiągalne? To wszystko są w pewnym sensie owe bezduszne i martwe idole. I nie dlatego, że są drewniane, ale dlatego, że nie mogą nam dać życia, tak jak to czyni Bóg, który daje nam życie doczesne i obiecał nam życie wieczne w swojej szczęśliwości. Wiarę w tę obietnicę należy odnawiać ciągle na nowo.

Głoszenie Ewangelii ma w sobie pewien paradoks. Kojarzy się bowiem z zasiewem. W przypowieści o siewcy mamy możliwość prześledzenia losu ziarna słowa w różnych sytuacjach: braku zainteresowania, braku stałości, zagłuszenia troskami, a wreszcie plonu, który jednak jest różnej jakości (30, 60 i 100 ziaren zebranych za jedno wsiane). W dzisiejszej Ewangelii sprawa wygląda zupełnie inaczej. Pan Jezus zaprasza do modlitwy nie tyle o „siewców”, co o „żniwiarzy”. Ludzie nie są przedstawieni jako puste pola, czekające na zasiew, ale jak dojrzałe łany, czekające na zbiór. Dlaczego tak się dzieje? Powinniśmy mieć świadomość, że ludzie dojrzewają do wiary nie tylko w Kościele. Nie raz słyszeliśmy o wspaniałych nawróceniach ludzi, którzy żyli daleko od Boga. Choć znajdowali się daleko, to jednak słowo w jakiejś formie do nich przenikało i dojrzewało w nich do przyjęcia wiary. Tak dzieje się na przestrzeni historii. I to jest podstawą spokoju u chrześcijan. Bo gdzieś wśród nas żyją i dziś zabłąkane Marie Magdaleny, skoncentrowani na swoich pieniądzach Mateusze, czy prześladujące Kościół Szawły. Żyją wśród nas i jeszcze nie wiedzą, że dojrzeli już do wiary, i że ta wiara przyjdzie!